Jak polska „tęsknota” zwraca się nie tylko ku przeszłości
Za czym można tęsknić?
Za człowiekiem, którego nie ma obok.
Za domem, który został daleko.
Za dzieciństwem.
Za dawnymi przyjaciółmi.
Za miejscem, do którego nie możemy wrócić.
Za czasem, który minął.
To wszystko wydaje się oczywiste.
Tęsknota patrzy wstecz.
Najpierw coś było.
Potem tego zabrakło.
A między człowiekiem i nieobecnym obiektem pojawiła się emocjonalna odległość.
Tylko że polszczyzna pozwala powiedzieć również:
tęsknić za zmianą.
tęsknić za miłością.
tęsknić do wolności.
I wtedy pojawia się problem.
Jak można tęsknić za czymś, czego jeszcze nie było?
Tęsknota nie musi być wspomnieniem
Wyobraźmy sobie człowieka, który tęskni za rodzinnym domem.
Schemat jest prosty:
było → nie ma → chcę, żeby znów było.
Teraz wyobraźmy sobie człowieka, który mówi:
Tęsknię za życiem, którego nigdy nie miałem.
Co tutaj zostało utracone?
Nic.
Nie istnieje wcześniejsze doświadczenie, które można odzyskać.
A jednak zdanie jest zrozumiałe.
To oznacza, że tęsknota nie musi być wyłącznie reakcją na utratę.
Może być również reakcją na brak.
A brak nie zawsze znajduje się w przeszłości.
Można odczuwać brak przyszłości
To brzmi paradoksalnie.
Przyszłość jeszcze nie nastąpiła.
Jak więc może czegoś w niej brakować?
Język pozwala nam zrobić coś niezwykłego.
Możemy stworzyć mentalny obraz:
innego życia,
innej relacji,
innego miejsca,
innego siebie,
wolności,
spokoju,
zmiany,
a następnie odczuwać jego nieobecność już teraz.
Obiekt może nie istnieć w rzeczywistości.
Wystarczy, że istnieje w naszej reprezentacji świata.
„Nie mam” i „tęsknię” to nie to samo
Można czegoś nie mieć i wcale za tym nie tęsknić.
Nie mam prywatnej wyspy.
Nie oznacza to automatycznie, że za nią tęsknię.
Tęsknota wymaga czegoś więcej.
Nieobecny obiekt musi uzyskać wartość emocjonalną.
Musi istnieć pewna więź — nawet jeśli ta więź powstała nie poprzez doświadczenie, lecz poprzez wyobrażenie.
Dlatego człowiek może tęsknić za życiem, którego nigdy nie przeżył.
Nie pamięta go.
Ale potrafi je sobie wyobrazić.
To zmienia geometrię tęsknoty
Najprostszy model wygląda tak:
JA ← PRZESZŁOŚĆ
Patrzę wstecz.
Brakuje mi tego, co było.
Ale możliwy jest również model:
JA → MOŻLIWA PRZYSZŁOŚĆ
Patrzę przed siebie.
Brakuje mi tego, co mogłoby być.
W obu przypadkach istnieje dystans.
Tylko jego kierunek jest inny.
Tęsknota okazuje się emocją odległości, a nie tylko przeszłości
Odległość może być przestrzenna.
Ktoś jest daleko.
Może być czasowa.
Coś minęło.
Może być egzystencjalna.
Życie wygląda inaczej, niż chcielibyśmy, żeby wyglądało.
Może być nawet kontrfaktyczna.
Wyobrażamy sobie świat, który nigdy nie istniał.
A jednak potrafimy za nim tęsknić.
„Tęsknię za tobą” jest tylko jednym przypadkiem
Kiedy uczymy się języka, często zaczynamy od najprostszej konstrukcji:
tęsknić za kimś.
To potrzebne.
Ale jeśli na tym skończymy, zobaczymy jedynie fragment systemu.
Można tęsknić:
za domem
za dzieciństwem
za spokojem
za bliskością
za zmianą
za innym życiem
za tym, kim kiedyś byliśmy
a nawet:
za tym, kim chcielibyśmy się dopiero stać.
Jedno słowo zaczyna łączyć pamięć, brak, pragnienie i wyobraźnię.
Czy w takim razie „tęsknić” znaczy po prostu „chcieć”?
Nie.
I właśnie tutaj robi się ciekawie.
Chcę zmiany.
To zdanie może być całkowicie praktyczne.
Obecna sytuacja mi nie odpowiada.
Chcę ją zmienić.
Ale:
Tęsknię za zmianą
wprowadza inny rodzaj relacji.
Zmiana nie jest już tylko celem.
Jej brak staje się emocjonalnie odczuwalny.
Pragnienie może być skierowane na obiekt
Tęsknota tworzy dystans między mną a obiektem.
To subtelna, ale ważna różnica.
Chcę domu.
i:
Tęsknię za domem
nie organizują doświadczenia tak samo.
W pierwszym zdaniu dom może być celem.
W drugim istnieje relacja między mną a nieobecnym domem.
Dlatego tęsknota potrafi być tak silna w tekstach piosenek.
Ona nie mówi jedynie:
czego chcę.
Mówi również:
czego brakuje w moim świecie.
A brak może być pełen treści
Nieobecność nie jest pustką.
Jeżeli tęsknię za kimś, osoba ta może być fizycznie nieobecna, ale mentalnie niezwykle obecna.
Myślę o niej.
Wyobrażam ją sobie.
Pamiętam.
Projektuję spotkanie.
Prowadzę z nią wewnętrzne rozmowy.
Nie ma jej tutaj.
A jednak zajmuje ogromną przestrzeń w moim doświadczeniu.
To przypomina portugalską „saudade” — ale tylko do pewnego momentu
W portugalskiej części naszej serii pytaliśmy, co dzieje się, gdy język umieszcza wiele form nieobecności w jednym słowie.
Polska tęsknota oczywiście wchodzi na podobne terytorium.
Byłoby jednak błędem powiedzieć:
tęsknota = saudade.
Albo odwrotnie.
Interesuje nas inny mechanizm.
W przypadku polszczyzny szczególnie ciekawa jest możliwość skierowania tęsknoty ku czemuś, co nie musi być odzyskiwaną przeszłością.
Może być wyobrażoną możliwością.
Możemy tęsknić za wolnością, której jeszcze nie doświadczyliśmy
To szczególnie mocny przykład.
Załóżmy, że człowiek żyje w warunkach, w których nie czuje się wolny.
Mówi:
Tęsknię za wolnością.
Czy wspomina wcześniejszy stan?
Może.
Ale nie musi.
Być może takiej wolności nigdy nie miał.
Wtedy tęsknota nie odtwarza pamięci.
Ona tworzy emocjonalną relację z możliwym światem.
Język pozwala więc przeżywać możliwość jak nieobecność
To niezwykły mechanizm.
Najpierw umysł tworzy reprezentację:
tak mogłoby być.
Potem porównuje ją z:
tak jest.
Różnica między tymi światami staje się odczuwalna.
I właśnie tę różnicę możemy przeżywać jako tęsknotę.
Nie trzeba stracić świata, żeby odczuwać jego brak
Czasem wystarczy wiedzieć — albo wyobrażać sobie — że mógłby istnieć.
Dlatego można tęsknić:
za pokojem,
którego się nie zaznało;
za bezpieczeństwem,
którego się nie miało;
za miłością,
której się jeszcze nie spotkało;
za miejscem,
w którym się nigdy nie było;
za przyszłością,
która być może nigdy nie nadejdzie.
I tutaj gramatyka spotyka się z wyobraźnią
Konstrukcja wydaje się zwyczajna:
tęsknić za + narzędnik
albo w określonych użyciach:
tęsknić do + dopełniacz.
Ale sama rekcja nie wyjaśnia, co język robi z doświadczeniem.
Gramatyka podaje formę.
Semantyka pokazuje relację.
A pragmatyka mówi nam, dlaczego w konkretnej sytuacji ktoś wybiera właśnie tęsknić, a nie po prostu chcieć.
„Za” może prowadzić nie tylko do tego, co zostało za nami
Nie należy oczywiście budować etymologii znaczenia wyłącznie z dzisiejszego obrazu przyimka.
Ale dla współczesnego użytkownika języka interesujące jest coś innego:
konstrukcja tęsknić za czymś może obejmować obiekty znajdujące się mentalnie w zupełnie różnych miejscach czasu.
Za mną.
Daleko ode mnie.
Poza moim zasięgiem.
A nawet przede mną.
To nie przyimek sam tworzy tę wieloznaczność.
Tworzy ją cały model tęsknoty.
Polska „tęsknota” ma długą historię
Rodzina wyrazów tęsknić, tęskny, tęsknota nie jest nowym wynalazkiem.
Jej historia prowadzi do dawnego słowiańskiego pola związanego ze smutkiem, przygnębieniem i złym samopoczuciem wynikającym z braku.
To ważne, ponieważ pokazuje, że w centrum nie musiała znajdować się romantyczna nostalgia za piękną przeszłością.
Głębiej znajduje się odczuwany brak.
Dopiero później konkretne kultury, teksty i gatunki mogą wypełniać ten brak różnymi obrazami.
Dlatego tęsknota nie jest automatycznie nostalgią
Nostalgia bardzo łatwo przyciąga przeszłość.
Dawne czasy.
Dawne miejsca.
Dzieciństwo.
Świat, którego już nie ma.
Tęsknota może oczywiście być nostalgiczna.
Ale nie musi.
Może być skierowana ku temu, co dopiero oczekiwane.
I właśnie dlatego utożsamienie obu pojęć odbiera polskiemu słowu część jego możliwości.
Piosenka bardzo szybko ujawnia tę różnicę
Wyobraźmy sobie tekst o domu.
Osoba śpiewająca jest daleko.
Tęsknota zwraca się ku znanemu miejscu.
Mamy pamięć.
Teraz tekst o miłości, której bohater jeszcze nie znalazł.
Znów pojawia się tęsknota.
Ale nie ma wspólnej przeszłości.
Jest projektowana przyszłość.
To samo słowo.
Dwie różne osie czasu.
Melodia może sprawić, że obie brzmią podobnie
I właśnie dlatego muzyka jest tak ciekawym laboratorium.
Melancholijna melodia może towarzyszyć:
wspomnieniu,
utracie,
oczekiwaniu,
niespełnieniu,
nadziei.
Słuchacz rozpoznaje emocjonalne podobieństwo.
Ale semantyczna struktura nie musi być taka sama.
Jedna piosenka patrzy wstecz.
Druga patrzy przed siebie.
Obie mogą tęsknić.
Czy można tęsknić za przyszłością?
Tak.
Ale trzeba dobrze zrozumieć, co to znaczy.
Nie tęsknimy za przyszłością dlatego, że ją pamiętamy.
Tęsknimy za reprezentacją przyszłości, która jest dla nas emocjonalnie realna.
To wystarczy.
Ludzki umysł potrafi cierpieć nie tylko z powodu utraconej rzeczywistości.
Potrafi również cierpieć z powodu różnicy między rzeczywistością aktualną a możliwą.
Piosenka może nawet stworzyć obiekt tęsknoty
To jeszcze ciekawsze.
Czasami nie mieliśmy wcześniej wyraźnego obrazu pewnego życia, miejsca czy relacji.
Słyszymy piosenkę.
Ona buduje świat.
I nagle czujemy:
chciałbym tam być.
Albo mocniej:
brakuje mi czegoś takiego.
Jak może nam brakować czegoś, czego nigdy nie mieliśmy?
Bo język i wyobraźnia właśnie stworzyły mentalny obiekt, wobec którego możemy odczuwać brak.
Kultura może więc dostarczać wspólnych obiektów tęsknoty
Nie chodzi tylko o indywidualne wspomnienia.
Pokolenie może tęsknić za pewnym wyobrażeniem przyszłości.
Społeczeństwo może tęsknić za spokojem.
Grupa ludzi może tęsknić za miejscem, którego część z nich nigdy osobiście nie znała.
Rodzina może przekazać młodszym obraz utraconego domu.
Po pewnym czasie ktoś zaczyna odczuwać emocjonalną więź z rzeczywistością, której sam nie pamięta.
Czy można tęsknić za cudzym wspomnieniem?
W sensie dosłownym nie możemy posiadać cudzej pamięci.
Ale możemy odziedziczyć opowieść.
Zdjęcia.
Nazwy miejsc.
Piosenki.
Rodzinne historie.
Sposób mówienia o przeszłości.
I z tych elementów zbudować własną reprezentację świata.
Wtedy tęsknota staje się osobista, choć jej przedmiot nie pochodzi z naszego bezpośredniego doświadczenia.
Tu spotykają się pokolenia
W pierwszym angielskim tekście tej serii — The Same Song, a Different Life: How Generations Change the Meaning of Words — pytaliśmy, co dzieje się z piosenką, gdy słucha jej inne pokolenie.
Tekst może pozostać ten sam.
Słowa również.
Ale doświadczenie słuchacza jest inne.
Polska tęsknota pozwala zobaczyć jeszcze jedną możliwość:
młodszy człowiek może odczuwać brak świata, którego sam nigdy nie przeżył.
To nie znaczy, że przeżywa dokładnie to samo co poprzednie pokolenie
Wręcz przeciwnie.
I właśnie to jest ważne.
Jedna osoba tęskni za własnym wspomnieniem.
Druga — za opowieścią o tym wspomnieniu.
Trzecia — za wyobrażeniem, które z tej opowieści zbudowała.
Słowo pozostaje:
tęsknota.
Ale jego obiekt poznawczy jest inny.
Ta sama piosenka może więc produkować różne kierunki czasu
Dla jednego słuchacza:
pamiętam.
Dla drugiego:
wyobrażam sobie.
Dla trzeciego:
chciałbym, żeby coś takiego istniało.
Dla czwartego:
boję się, że już nigdy nie będzie możliwe.
Wszyscy mogą nazwać swoje doświadczenie tęsknotą.
Ale nie tęsknią w ten sam sposób.
I tutaj tłumaczenie staje się niebezpiecznie łatwe
Widzimy:
tęsknota
i szukamy:
longing
yearning
nostalgia
missing
Każde z tych słów może być właściwe.
I każde może być niewłaściwe.
Bo najpierw trzeba odpowiedzieć na pytanie:
jaki rodzaj braku został tutaj skonstruowany?
„I miss you” nie rozwiązuje problemu
Dla:
Tęsknię za tobą
angielskie:
I miss you
jest często naturalnym rozwiązaniem.
Ale spróbujmy:
Tęsknię za wolnością.
I miss freedom
może prowadzić do interpretacji, że wolność kiedyś istniała, a potem została utracona.
Jeżeli polskie zdanie mówi o wolności nigdy wcześniej niedoświadczonej, potrzebujemy innego rozwiązania.
Być może:
I long for freedom.
Zmieniło się angielskie słowo.
Polskie nie musiało.
To samo „tęsknić” może wymagać różnych czasowników w przekładzie
I właśnie tutaj słownik przestaje wystarczać.
Tęsknię za tobą.
→ I miss you.
Tęsknię za domem.
→ I miss home.
Tęsknię za spokojem.
→ zależnie od sytuacji: I long for peace, I miss the peace I had…
Tęsknię za życiem, którego nigdy nie miałem.
→ samo miss może już nie wystarczyć.
Nie dlatego, że angielski nie potrafi wyrazić tej myśli.
Potrafi.
Ale inaczej dzieli pole semantyczne.
I dlatego nie potrzebujemy mitu o „nieprzetłumaczalnym polskim słowie”
To byłby najłatwiejszy artykuł.
I najmniej interesujący.
Można powiedzieć:
Polacy mają wyjątkową tęsknotę, której inni nie rozumieją.
Brzmi efektownie.
Ale językoznawczo prawie niczego nie wyjaśnia.
Ludzie mówiący innymi językami potrafią:
brakować kogoś,
pragnąć czegoś,
żałować utraty,
idealizować przeszłość,
marzyć o przyszłości,
cierpieć z powodu niespełnionej możliwości.
Różnica polega nie na monopolu na emocję.
Różnica może leżeć w sposobie jej językowego pakowania.
Język nie daje nam uczuć
Daje nam narzędzia do ich organizowania.
To ogromna różnica.
Jeśli język ma jedno słowo obejmujące kilka bliskich konfiguracji doświadczenia, nie oznacza to, że jego użytkownicy posiadają emocję niedostępną innym ludziom.
Oznacza to, że podczas mówienia mogą zebrać pewne doświadczenia pod wspólną nazwą.
A wspólna nazwa może z kolei ułatwiać dostrzeganie podobieństwa między nimi.
Tęsknota łączy rzeczy, które czas rozdziela
Dom z przeszłości.
Człowieka nieobecnego teraz.
Życie możliwe w przyszłości.
Świat znany tylko z opowieści.
Stan, którego jeszcze nie osiągnęliśmy.
Wszystkie te obiekty łączy jedno:
nie są dostępne tutaj i teraz.
Może właśnie to jest głębszą osią całego pola.
Nie przeszłość, lecz niedostępność
Jeżeli tak spojrzymy na tęsknotę, wiele pozornie dziwnych użyć przestaje dziwić.
Tęsknię za dzieciństwem.
Niedostępne, bo minęło.
Tęsknię za tobą.
Niedostępny, bo cię tu nie ma.
Tęsknię za domem.
Niedostępny, bo jestem gdzie indziej.
Tęsknię za wolnością.
Niedostępna w obecnej sytuacji.
Tęsknię za innym życiem.
Niedostępne — być może tylko możliwe.
Czas okazuje się jednym z rodzajów odległości
To ważny wniosek.
Zwykle oddzielamy:
przestrzeń,
czas,
możliwość.
Ale z perspektywy doświadczenia wszystkie mogą tworzyć podobny efekt:
nie mogę dotrzeć do tego teraz.
Tęsknota pozwala językowo połączyć te różne rodzaje niedostępności.
I właśnie dlatego tak dobrze działa w piosence
Piosenka nie musi wyjaśniać całej ontologii braku.
Może powiedzieć jedno słowo.
Resztę zrobią:
kontekst,
głos,
melodia,
pamięć słuchacza,
jego własne doświadczenie.
Jedna osoba usłyszy utratę.
Druga oczekiwanie.
Trzecia niespełnioną możliwość.
To samo słowo może otworzyć kilka różnych osi czasu.
Tłumacz musi zdecydować, którą z nich słyszy
I tutaj zaczyna się prawdziwa praca.
Nie:
Jak przetłumaczyć “tęsknota”?
Lecz:
Co robi “tęsknota” właśnie tutaj?
Czy przywołuje przeszłość?
Czy sygnalizuje brak osoby?
Czy tworzy pragnienie przyszłości?
Czy idealizuje możliwość?
Czy łączy jednostkę z pamięcią zbiorową?
Czy pozostawia kilka z tych odczytań jednocześnie?
Dopiero wtedy można szukać formy w innym języku.
Czasami dobry przekład musi zniszczyć powtórzenie
Wyobraźmy sobie piosenkę, w której słowo tęsknię powraca kilka razy.
Za każdym razem jego obiekt jest inny.
W polskim powtórzenie tworzy jedność.
Jedno słowo spina:
człowieka,
miejsce,
przeszłość,
przyszłość.
W angielskim najbardziej naturalny przekład może wymagać:
miss
w jednym miejscu,
long for
w drugim,
yearn for
w trzecim.
Znaczenia lokalne mogą zostać zachowane.
Ale zniknie formalna jedność.
A jeśli zachowamy jedno słowo?
Możemy ocalić powtórzenie.
Ale stracić naturalność albo precyzję.
To dokładnie ten rodzaj problemu, który pokazuje, dlaczego przekład piosenki nie jest wymianą słów.
Trzeba wybrać:
co jest ważniejsze w tym miejscu?
Znaczenie?
Powtórzenie?
Rytm?
Melodia?
Wieloznaczność?
Emocjonalna ciągłość?
Nie istnieje automatyczna odpowiedź.
I właśnie dlatego muzyka jest tutaj laboratorium, a nie ozdobą
W zwykłym tekście możemy czasem dodać kilka słów.
W przypisie możemy coś wyjaśnić.
W rozmowie możemy doprecyzować.
Piosenka często nie daje nam tego luksusu.
Ma określoną liczbę sylab.
Akcent.
Frazy muzyczne.
Rym.
Powtórzenie.
Jeśli języki inaczej pakują znaczenie, muzyka natychmiast ujawnia koszt tej różnicy.
Ale najciekawszy problem pozostaje wcześniejszy niż przekład
Jak można tęsknić za czymś, czego nigdy nie było?
Teraz możemy odpowiedzieć.
Bo człowiek nie żyje wyłącznie w świecie tego, czego doświadczył.
Żyje również w świecie:
pamięci,
oczekiwań,
możliwości,
historii opowiedzianych przez innych,
alternatywnych wersji własnego życia.
Język potrafi nadać tym światom emocjonalną realność.
Nieobecne nie musi być utracone
Może być:
jeszcze nieosiągnięte,
niemożliwe,
wyobrażone,
odziedziczone w opowieści,
zapamiętane przez kogoś innego,
albo istniejące wyłącznie jako odpowiedź na pytanie:
a co, gdyby?
A jednak może boleć.
I tu polska „tęsknota” pokazuje coś większego niż jedno słowo
Pokazuje, że język nie musi porządkować emocji według obiektywnej osi czasu.
Dla świata fizycznego:
przeszłość już była,
przyszłość jeszcze nie była.
Dla doświadczenia emocjonalnego granica jest mniej oczywista.
Możemy być przywiązani do obu.
Możemy cierpieć z powodu obu.
Możemy budować tożsamość z obu.
Przeszłość może być wyobrażona
Przyszłość może być odczuwana jak strata
To nie znaczy, że czas znika.
Znaczy tylko, że język opisujący ludzkie doświadczenie nie musi organizować świata dokładnie tak jak kalendarz.
Emocja posiada własną geografię.
Dlatego pytanie „za czym tęsknisz?” jest większe, niż wygląda
Może znaczyć:
Kogo ci brakuje?
Co utraciłeś?
Ale również:
Jakiego świata ci brakuje?
Jakiego życia?
Jakiego siebie?
Jakiej przyszłości?
Wtedy odpowiedź mówi nie tylko o przeszłości człowieka.
Może mówić o jego modelu możliwego świata.
W pierwszej artykule tej serii pytaliśmy, jak pokolenia zmieniają znaczenie tych samych słów
Teraz widzimy coś jeszcze.
Pokolenia mogą nie tylko inaczej rozumieć przeszłość.
Mogą również tęsknić za różnymi przyszłościami.
Jedno pokolenie pamięta.
Drugie dziedziczy pamięć.
Trzecie buduje z niej możliwość.
A piosenka może przejść przez wszystkie trzy.
Tekst pozostaje.
Czas się zmienia.
Obiekt tęsknoty również.
To samo słowo może więc patrzeć w dwie strony
Wstecz:
brakuje mi tego, co było.
Naprzód:
brakuje mi tego, czego jeszcze nie ma.
I być może właśnie tutaj znajduje się najbardziej fascynująca właściwość polskiej tęsknoty.
Nie jest wyłącznie pamięcią.
Nie jest wyłącznie pragnieniem.
Nie jest wyłącznie smutkiem.
Tworzy relację z czymś, co jest emocjonalnie obecne właśnie dlatego, że jest niedostępne.
A więc: czy można tęsknić za czymś, czego nigdy nie było?
Można.
Bo żeby tęsknić, nie zawsze trzeba pamiętać.
Czasem wystarczy sobie wyobrazić.
Czasem wystarczy usłyszeć historię.
Czasem zobaczyć możliwość.
Czasem zrozumieć, że świat mógłby wyglądać inaczej.
I wtedy przyszłość, której jeszcze nie ma, może zacząć być odczuwana jak coś, czego już nam brakuje.
To paradoks tylko wtedy, gdy zakładamy, że tęsknota należy do przeszłości.
Język pokazuje coś innego.
Człowiek potrafi odczuwać nieobecność nawet tego świata, który dopiero chciałby stworzyć.
Tymur Levitin
założyciel Levitin Language School
certyfikowany tłumacz i nauczyciel języków
© Tymur Levitin / Levitin Language School. Wszelkie prawa zastrzeżone.
