Autor: Tymur Levitin
Założyciel Levitin Language School, nauczyciel, tłumacz i specjalista w zakresie dydaktyki języków

Kocham cię.

Kocham czekoladę.

Lubię czekoladę.

Podoba mi się ta czekolada.

Wszystkie te zdania są możliwe.

Ale nie robią tego samego.

Na pierwszy rzut oka można zbudować bardzo prostą skalę:

podobać się → lubić → kochać

czyli:

trochę pozytywnie → bardziej pozytywnie → bardzo mocno.

Taki model bywa wygodny na początku nauki.

Problem polega na tym, że prawdziwy język szybko go niszczy.

Bo kochać, lubić i podobać się nie różnią się wyłącznie intensywnością.

Różnią się również tym, jak język konstruuje relację między człowiekiem a tym, czego doświadcza.

I właśnie dlatego zwykła czekolada może zaprowadzić nas znacznie dalej niż do pytania o słownictwo.

Czy naprawdę można kochać czekoladę?

Oczywiście.

Kocham czekoladę.

Nie ma tu błędu gramatycznego.

Możemy również powiedzieć:

Kocham tę książkę.

Kocham Warszawę.

Kocham swoją pracę.

Kocham podróże.

Kocham nocne spacery.

Czasownik kochać nie jest zarezerwowany wyłącznie dla romantycznej miłości między ludźmi.

Ale to nie znaczy, że każde użycie ma dokładnie ten sam ciężar emocjonalny.

Kiedy ktoś mówi:

Kocham cię

do bliskiej osoby, interpretujemy zdanie poprzez relację między ludźmi.

Kiedy mówi:

Kocham czekoladę,

nie zakładamy, że czekolada zajmuje w jego życiu tę samą pozycję.

To samo słowo.

Inny obiekt.

Inna sytuacja.

Inna interpretacja.

Już tutaj widać podstawową zasadę:

Znaczenie nie mieszka wyłącznie w słowie.

„Kochać” nie zawiera jednej stałej porcji miłości

Często myślimy o słowach emocjonalnych tak, jakby były pojemnikami.

W kochać znajduje się dużo uczucia.

W lubić trochę mniej.

W podobać się jeszcze mniej.

Ale język nie działa jak termometr.

Porównajmy:

Kocham mojego syna.

Kocham pizzę.

Czy słowo kocham mierzy w obu przypadkach tę samą emocję?

Nie.

To wiedza o świecie, relacji i sytuacji pozwala nam zinterpretować wypowiedź.

Dlatego słowo nie dostarcza całego znaczenia.

Dostarcza część instrukcji potrzebnej do jego zbudowania.

„Lubić” nie oznacza po prostu „kochać słabiej”

Spójrzmy teraz na:

Lubię cię.

oraz:

Kocham cię.

Różnica jest wyraźna.

Ale zdanie:

Lubię cię

nie znaczy matematycznie:

Kocham cię, tylko w mniejszym stopniu.

Może oznaczać sympatię.

Może określać pozytywny stosunek.

Może pojawić się między znajomymi.

W określonej sytuacji może również sygnalizować zainteresowanie, które rozmówca zinterpretuje jako coś więcej.

A zatem różnica między lubić a kochać nie jest tylko różnicą liczbową.

Zmienia się rodzaj relacji, którą wypowiedź może konstruować.

Z czekoladą robi się jeszcze ciekawiej

Porównajmy:

Lubię czekoladę.

Kocham czekoladę.

Drugie zdanie może brzmieć intensywniej.

Ale może też być po prostu bardziej ekspresyjne.

Ktoś może regularnie mówić:

Kocham czekoladę!

nie dlatego, że przeżywa niezwykle głęboką emocję, lecz dlatego, że taki jest jego styl mówienia.

Inna osoba może preferować:

Bardzo lubię czekoladę.

Czy jej rzeczywista przyjemność jest mniejsza?

Nie możemy tego ustalić na podstawie samego czasownika.

Siła słowa i siła przeżycia nie są tym samym.

A co właściwie robi „podobać się”?

Tu polski staje się szczególnie interesujący.

Porównajmy:

Lubię tę książkę.

i:

Podoba mi się ta książka.

W potocznym wyjaśnieniu oba zdania mogą zostać sprowadzone do czegoś w rodzaju:

Mam do tej książki pozytywny stosunek.

Ale gramatycznie sytuacja została zbudowana inaczej.

W zdaniu:

Lubię tę książkę

to ja jestem podmiotem.

Ja czegoś doświadczam i formułuję swoje nastawienie do obiektu.

W:

Podoba mi się ta książka

konstrukcja organizuje doświadczenie inaczej.

To książka podoba się mnie — w naturalnej polszczyźnie: mi.

Człowiek nie zajmuje więc tej samej pozycji gramatycznej.

I nie jest to wyłącznie techniczny szczegół fleksji.

To inny sposób językowego przedstawienia doświadczenia.

Gramatyka nie tylko opisuje świat — ustawia punkt widzenia

Spójrzmy szerzej:

Lubię ten obraz.

Podoba mi się ten obraz.

Lubię ten samochód.

Podoba mi się ten samochód.

Lubię jej głos.

Podoba mi się jej głos.

W wielu sytuacjach obie konstrukcje mogą prowadzić do podobnej praktycznej interpretacji.

Ale nie są identyczne.

Lubić łatwo opisuje bardziej ogólny lub utrwalony pozytywny stosunek.

Podobać się często kieruje uwagę na pozytywną ocenę, wrażenie, atrakcyjność lub reakcję na coś.

Nie oznacza to, że możemy narysować między nimi absolutną granicę.

Właśnie odwrotnie.

Interesujące jest to, że zakresy się przecinają, ale nie pokrywają całkowicie.

„Podoba mi się Anna” zmienia stawkę

Teraz zamieńmy przedmiot na osobę.

Lubię Annę.

Podoba mi się Anna.

Nagle różnica staje się dużo bardziej widoczna.

Lubię Annę

może po prostu oznaczać sympatię.

Podoba mi się Anna

w odpowiednim kontekście bardzo łatwo może zostać odczytane jako informacja o atrakcyjności lub zainteresowaniu romantycznym.

Ta sama konstrukcja podoba mi się, która przy obrazie czy samochodzie wydawała się zwykłą pozytywną oceną, w odniesieniu do człowieka otrzymuje inne możliwości pragmatyczne.

Dlaczego?

Nie dlatego, że gramatyka nagle zmieniła znaczenie.

Zmienił się rodzaj obiektu i sytuacja społeczna.

„Podobasz mi się” może być działaniem

Wyobraźmy sobie, że jedna osoba mówi drugiej:

Podobasz mi się.

To nie musi być zwykły opis wewnętrznego stanu.

W konkretnej sytuacji może być:

wyznaniem,

próbą zbliżenia,

sprawdzeniem reakcji,

flirtem,

ryzykiem,

propozycją innego sposobu rozumienia relacji.

Język nie tylko informuje.

Język robi rzeczy między ludźmi.

I właśnie tutaj kończy się proste pytanie:

Co oznacza podobać się?

A zaczyna ciekawsze:

Co człowiek robi, mówiąc to właśnie teraz właśnie tej osobie?

„Kocham cię” również nie ma jednego znaczenia sytuacyjnego

Zdanie jest krótkie:

Kocham cię.

Trzy słowa.

Ale może być pierwszym wyznaniem.

Może zostać wypowiedziane po dwudziestu latach małżeństwa.

Może pojawić się po kłótni.

Przed rozstaniem.

W wiadomości wysłanej rano.

W odpowiedzi na:

Czy ty mnie jeszcze kochasz?

Forma pozostaje ta sama.

Funkcja komunikacyjna się zmienia.

W jednym przypadku wypowiedź ujawnia coś nowego.

W drugim potwierdza istniejącą relację.

W trzecim próbuje ją naprawić.

W czwartym uspokaja.

Dlatego nie możemy odczytać całego znaczenia nawet tak mocnej frazy wyłącznie ze słownika.

A gdzie w tym wszystkim jest „uwielbiać”?

Możemy przecież powiedzieć:

Uwielbiam czekoladę.

Uwielbiam ten film.

Uwielbiam podróżować.

Uwielbiam z tobą rozmawiać.

Czy uwielbiać znajduje się powyżej kochać?

Nie istnieje uniwersalna skala, na której:

lubić = 40%

kochać = 80%

uwielbiać = 100%.

W wielu współczesnych wypowiedziach uwielbiać jest bardzo ekspresyjnym sposobem mówienia o preferencji.

Ktoś może:

uwielbiać kawę

i jednocześnie używać znacznie spokojniejszego języka wobec najważniejszych ludzi w swoim życiu.

Nie oznacza to, że kawa jest dla niego ważniejsza.

Oznacza to, że styl wypowiedzi i głębokość emocji to dwa różne wymiary.

„Lubię czytać” pokazuje jeszcze inną stronę problemu

Do tej pory mieliśmy osoby i rzeczy.

Ale polski pozwala również powiedzieć:

Lubię czytać.

Lubię podróżować.

Lubię gotować.

Lubię pracować wieczorem.

Tutaj pozytywny stosunek dotyczy działania.

Możemy również powiedzieć:

Uwielbiam czytać.

A w niektórych kontekstach:

Kocham czytać.

Ta ostatnia forma może być bardziej ekspresyjna i zależna od stylu, ale pokazuje coś ważnego:

język nie rozdziela znaczeń w prostych, szczelnych pudełkach.

Granice między możliwościami są częściowo regulowane przez normę i zwyczaj, a częściowo przez styl, intencję, metaforę i indywidualny sposób mówienia.

To dlatego słownik nie wystarcza

Osoba ucząca się polskiego może dostać bardzo wygodny zestaw:

love — kochać

like — lubić

to like / appeal to — podobać się

To dobry początek.

Ale bardzo słaby koniec nauki.

Bo później pojawiają się zdania:

I like Anna.

Czy będzie to:

Lubię Annę?

Czy:

Podoba mi się Anna?

Oba mogą być poprawne.

Ale mogą powiedzieć coś innego.

Problem nie polega więc na znalezieniu polskiego słowa odpowiadającego angielskiemu like.

Problem polega na ustaleniu:

Co właściwie ma znaczyć całe zdanie w tej sytuacji?

Tłumaczymy nie słowa, lecz decyzje

To samo dzieje się z:

I love chocolate.

Najbardziej oczywiste możliwości to:

Kocham czekoladę.

albo:

Uwielbiam czekoladę.

W zależności od tonu i kontekstu może pojawić się także:

Bardzo lubię czekoladę.

Która wersja jest „prawidłowa”?

To źle postawione pytanie.

Wszystkie mogą być właściwe.

Pytanie brzmi:

która z nich wykonuje tę samą pracę komunikacyjną co oryginał?

To właśnie dlatego tłumaczenie nie jest wymianą etykiet między dwoma słownikami.

Dwa języki nie muszą dzielić rzeczywistości w tych samych miejscach

Jeden język może używać szerokiego czasownika.

Drugi może preferować kilka bardziej wyspecjalizowanych konstrukcji.

Jeden może umieścić człowieka jako podmiot.

Drugi może zorganizować podobne doświadczenie wokół obiektu, który coś w człowieku wywołuje.

Jedna różnica może być zapisana w słownictwie.

Inna w gramatyce.

Jeszcze inna pozostaje do odczytania z kontekstu.

Dlatego pytanie:

Jakie jest polskie słowo na love?

ma sens tylko jako początek.

Później trzeba zapytać:

Jak polski organizuje sytuacje, które angielski może opisywać za pomocą love?

To już zupełnie inny poziom rozumienia języka.

Czy język z większą liczbą rozróżnień jest dokładniejszy?

Niekoniecznie.

To jedna z najbardziej kuszących pułapek w popularnych opowieściach o językach.

Jeśli język A posiada dwa słowa tam, gdzie język B często używa jednego, łatwo powiedzieć:

Język A jest bardziej precyzyjny.

Ale komunikacyjna precyzja nie jest liczbą haseł w słowniku.

Język może doprecyzować znaczenie przez:

konstrukcję,

kontekst,

przymiotnik,

intonację,

szyk,

styl,

dodatkowe zdanie,

wiedzę wspólną rozmówców.

Brak jednego słowa nie oznacza braku rozróżnienia.

A „nieprzetłumaczalne uczucia”?

To samo dotyczy słynnych „nieprzetłumaczalnych” słów.

Często oznacza to jedynie:

inny język nie ma jednego słowa o dokładnie takim samym zakresie.

To nie znaczy:

użytkownicy innego języka nie mogą zrozumieć tego doświadczenia.

Możemy potrzebować konstrukcji.

Dwóch słów.

Zdania.

Opisu sytuacji.

Ale jeśli doświadczenie da się wyjaśnić, opisać i rozpoznać, trudno mówić o absolutnej nieprzetłumaczalności.

Czasami nieprzetłumaczalne jest nie znaczenie, lecz wygoda zamknięcia go w jednym słowie.

Polski nie jest dokładniejszy od angielskiego tylko dlatego, że ma inne możliwości

Można zachwycić się różnicą między:

kochać

lubić

podobać się

uwielbiać.

I warto ją zauważyć.

Ale nie trzeba z niej budować rankingu języków.

Angielski może używać love bardzo szeroko:

I love you.

I love chocolate.

I love this song.

I love working here.

To nie oznacza, że użytkownik angielskiego nie rozróżnia miłości do partnera od upodobania do czekolady.

Po prostu część rozróżnienia powstaje gdzie indziej.

Polski rozkłada pewne możliwości inaczej.

To nie czyni jednego systemu lepszym.

Czyni porównanie poznawczo interesującym.

Uczenie się języka zaczyna się od słów, ale nie może się na nich skończyć

Na początku trzeba wiedzieć:

kochać

lubić

podobać się

uwielbiać.

Bez słownictwa nie ma komunikacji.

Ale później trzeba zbudować coś więcej.

Trzeba wiedzieć:

co można powiedzieć,

co zwykle się mówi,

co brzmi neutralnie,

co jest ekspresyjne,

co może zostać odczytane romantycznie,

co zmienia konstrukcja

i

co zmienia sytuacja.

Dlatego przy nauce polskiego online sama lista tłumaczeń nigdy nie wystarczy.

Celem nie jest zgromadzenie odpowiedników.

Celem jest nauczenie się wybierania między możliwościami.

Język jako architektura decyzji

Każda realna wypowiedź wymaga decyzji.

Najpierw:

Czy w ogóle coś powiedzieć?

A jeśli tak:

Co?

Jak?

Komu?

Kiedy?

Gdzie?

Po co?

Spójrzmy ponownie:

Lubię cię.

Podobasz mi się.

Kocham cię.

Każde zdanie jest poprawne.

Ale poprawność gramatyczna nie mówi nam jeszcze, które z nich należy wypowiedzieć konkretnej osobie w konkretnym momencie.

To już nie jest problem odmiany czasownika.

To decyzja komunikacyjna.

A czasami najtrafniejszą decyzją może być również niewypowiedzenie żadnego z nich.

Czego więc naprawdę powinien uczyć się student?

Nie tylko definicji.

Potrzebuje kilku warstw jednocześnie.

Znaczenie

Jaki zakres ma kochać, lubić, podobać się i uwielbiać?

Konstrukcja

Dlaczego mówimy:

lubię coś

ale:

coś podoba mi się?

Łączliwość

Z jakimi osobami, rzeczami i działaniami poszczególne formy pojawiają się naturalnie?

Rejestr i styl

Co brzmi neutralnie?

Co intensywnie?

Co ekspresyjnie?

Co może być żartem albo hiperbolą?

Kontekst

Kto mówi?

Do kogo?

O kim?

Co wydarzyło się wcześniej?

Pragmatyka

Co człowiek robi poprzez swoją wypowiedź?

Opisuje?

Wyznaje?

Flirtuje?

Podkreśla?

Uspokaja?

Konsekwencja

Co może się zmienić po wypowiedzeniu tych słów?

Ostatnie pytanie rzadko pojawia się w ćwiczeniu gramatycznym.

W prawdziwej komunikacji bywa najważniejsze.

Czy więc naprawdę kochasz czekoladę?

Być może.

Możesz powiedzieć:

Lubię czekoladę.

Możesz:

Bardzo lubię czekoladę.

Możesz:

Uwielbiam czekoladę.

Możesz również:

Kocham czekoladę.

Nie potrzebujemy policji językowej, która zdecyduje, ile uczucia wolno ci przeznaczyć na deser.

Potrzebujemy czegoś znacznie ciekawszego:

zrozumienia, co zmienia się wraz z wyborem formy.

Bo dojrzała kompetencja językowa nie polega na znalezieniu jednego poprawnego słowa.

Polega na dostrzeżeniu kilku możliwych rozwiązań i zrozumieniu:

co każde z nich znaczy,

jak działa,

jak może zostać odebrane

i

dlaczego właśnie ono pasuje do tej sytuacji.

Czekolada jest tylko pretekstem.

Prawdziwe pytanie brzmi:

Jak język zamienia nasze doświadczenie w decyzję, którą może usłyszeć drugi człowiek?

I właśnie tam zaczyna się komunikacja.


O autorze

Tymur Levitin jest założycielem Levitin Language School, nauczycielem i tłumaczem zajmującym się rozwojem metodyki szkoły. W swojej pracy łączy indywidualne nauczanie języków, porównania międzyjęzykowe, analizę znaczenia oraz pragmatykę rzeczywistej komunikacji.

W centrum jego podejścia znajduje się nie tylko pytanie „Jak powiedzieć to poprawnie?”, lecz także trudniejsze: „Dlaczego mówiący wybiera właśnie tę formę spośród kilku możliwych i co ten wybór zmienia w komunikacji?”

© Tymur Levitin. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Levitin Language School