Kolumna autorska | Tymur Levitin o języku, znaczeniu i myśleniu
Część 1 serii „Czas to nie tylko gramatyka”
Porównajmy dwa zdania:
Powiedział, że przyjdzie.
He said he would come.
Znaczenie wydaje się niemal identyczne.
Najpierw ktoś coś powiedział.
Później miał przyjść.
Chronologia jest prosta:
POWIEDZIAŁ → PRZYJDZIE
A jednak polski i angielski budują tę samą relację inaczej.
W polskim możemy spokojnie zachować formę przyszłą:
powiedział → przyjdzie
W angielskim standardowa konstrukcja często wygląda tak:
said → would come
Dlaczego?
Dlaczego angielskie will zmienia się w would, skoro samo wydarzenie nadal znajduje się po momencie mówienia?
I dlaczego polski nie potrzebuje analogicznej zmiany?
Odpowiedź prowadzi do znacznie większego problemu niż jedno angielskie would.
Musimy rozdzielić trzy rzeczy, które w szkolnej gramatyce często zlewają się w jedną:
kiedy wydarzenie ma miejsce,
z jakiego punktu czasu na nie patrzymy,
oraz
jak dany język postanawia tę relację zakodować gramatycznie.
Dopiero wtedy Future in the Past przestaje wyglądać jak dziwny wyjątek.
Przyszłość nie zawsze zaczyna się teraz
Kiedy słyszymy słowo „przyszłość”, zwykle myślimy:
coś, co wydarzy się po chwili obecnej.
Tworzymy prostą linię:
PRZESZŁOŚĆ ← TERAZ → PRZYSZŁOŚĆ
To dobry początek.
Ale język potrzebuje czegoś więcej.
Wyobraźmy sobie poniedziałek.
Anna mówi:
Zadzwonię w piątek.
Z jej perspektywy:
PONIEDZIAŁEK → PIĄTEK
Piątkowy telefon jest przyszłością.
Teraz przenieśmy się do niedzieli.
Mówimy:
W poniedziałek Anna powiedziała, że zadzwoni w piątek.
Dla nas zarówno poniedziałek, jak i piątek są już przeszłością:
PONIEDZIAŁEK → PIĄTEK → NIEDZIELA
Czy telefon jest więc przeszły czy przyszły?
Obie odpowiedzi mogą być prawdziwe.
Względem niedzieli — przeszły.
Względem poniedziałku — przyszły.
To oznacza, że samo pytanie:
Kiedy wydarzenie się dzieje?
nie zawsze wystarcza.
Potrzebujemy drugiego:
Względem którego momentu określamy jego położenie?
I właśnie tutaj zaczyna się logika Future in the Past.
Angielski nie przesuwa wydarzenia. Przesuwa perspektywę
Spójrzmy na:
He says he will come.
Punkt odniesienia znajduje się w teraźniejszości:
NOW → WILL COME
Teraz:
He said he would come.
Chronologia wydarzeń się nie zmieniła.
Nadal mamy:
najpierw powiedział → później przyjście
Zmienił się jednak punkt, z którego patrzymy.
Teraz punktem odniesienia jest przeszłe said:
SAID → WOULD COME
Would come wskazuje więc na wydarzenie późniejsze względem określonego momentu w przeszłości.
To właśnie dlatego tradycyjna nazwa Future in the Past ma sens.
Nie chodzi o jakąś paradoksalną „przyszłość, która stała się przeszłością”.
Chodzi o:
przyszłość widzianą z punktu znajdującego się w przeszłości.
Polski pokazuje, że tej samej logiki nie trzeba kodować tak samo
I tutaj zaczyna się najciekawsza część porównania.
Po polsku:
Mówi, że przyjdzie.
A następnie:
Powiedział, że przyjdzie.
Forma przyjdzie może pozostać przyszła.
Nie musimy tworzyć jej specjalnej „przeszłej wersji”, aby zrozumieć chronologię.
Wiemy:
powiedział → przyjście nastąpi później
dzięki relacji między zdarzeniami i kontekstowi.
Angielski często zaznacza zmianę perspektywy formalnie:
He says he will come.
He said he would come.
Oba języki rozumieją tę samą sekwencję wydarzeń.
Ale nie organizują jej gramatycznie w ten sam sposób.
To prowadzi do ważnej zasady:
logika sytuacji może być uniwersalna, ale sposób jej gramatycznego kodowania nie musi być uniwersalny.
Backshift nie jest prawem czasu
W angielskim uczymy się często schematu:
Present → Past
Past → Past Perfect
will → would
W reported speech nazywamy ten mechanizm często backshift — przesunięciem czasu wstecz.
Jako model dydaktyczny jest bardzo użyteczny.
Problem zaczyna się wtedy, gdy zaczynamy traktować go jak naturalne prawo ludzkiego myślenia.
Bo polski natychmiast pokazuje, że nim nie jest.
Powiedział, że przyjdzie.
Nie ma żadnego logicznego problemu.
Nie potrzebujemy formy odpowiadającej mechanicznie angielskiemu would.
Polski po prostu inaczej rozdziela pracę między:
czas gramatyczny,
kontekst,
chronologię zdarzeń
i punkt odniesienia.
Backshift jest więc sposobem organizacji konkretnego systemu językowego.
Nie uniwersalnym prawem czasu.
I dlatego nie powinniśmy szukać „polskiego słowa na would”
To jedna z najbardziej uporczywych pułapek podczas nauki języka.
Uczeń widzi:
would
i chce wiedzieć:
Co to znaczy po polsku?
Ale odpowiedź zależy od konstrukcji.
Porównajmy.
I would help you if I could.
Pomógłbym ci, gdybym mógł.
Tutaj would uczestniczy w konstrukcji warunkowej.
Teraz:
He said he would help.
Powiedział, że pomoże.
Nagle żadnego osobnego „odpowiednika” would nie widać.
Jeszcze inaczej:
When we were children, we would play outside for hours.
Naturalny polski może brzmieć:
Kiedy byliśmy dziećmi, godzinami bawiliśmy się na dworze.
Tutaj would opisuje powtarzające się zachowanie w przeszłości.
A teraz:
Would you help me?
Możemy otrzymać:
Czy mógłby mi pan pomóc?
lub:
Czy mógłbyś mi pomóc?
W zależności od sytuacji.
Jedna angielska forma.
Kilka różnych polskich rozwiązań.
To znaczy, że pytanie:
would = ?
jest źle postawione.
Lepsze pytanie brzmi:
Co would robi w tym konkretnym zdaniu?
Tłumaczenie znaczenia nie jest kopiowaniem gramatyki
To rozróżnienie jest fundamentalne.
Spójrzmy jeszcze raz:
He knew that she would understand.
Po polsku:
Wiedział, że ona zrozumie.
Angielskie would understand.
Polskie zrozumie.
Jeśli patrzymy tylko na formę, języki wydają się robić coś zupełnie innego.
Jeśli patrzymy na relację, robią dokładnie tę samą rzecz:
WIEDZIAŁ → PÓŹNIEJSZE ZROZUMIENIE
Znaczenie relacji zostało zachowane.
Nie została zachowana jej powierzchniowa konstrukcja gramatyczna.
I właśnie dlatego dobry przekład nie polega na zastępowaniu każdego elementu jednym odpowiednikiem.
Trzeba przenieść strukturę znaczenia, nawet jeśli drugi język buduje ją innymi narzędziami.
Future in the Past nie jest jedną formą
Kolejny krok jest jeszcze ważniejszy.
Można zrozumieć, że:
will → would
i nadal mieć zbyt mały model.
Bo angielski potrafi patrzeć w przyszłość z przeszłości na wiele sposobów.
He said he would call
He said he would call.
Powiedział, że zadzwoni.
He was going to call
He was going to call.
Miał zamiar zadzwonić / zamierzał zadzwonić.
He was about to call
He was about to call when she arrived.
Już miał zadzwonić, kiedy ona przyszła.
He was due to call
He was due to call at six.
Miał zadzwonić o szóstej / jego telefon był oczekiwany o szóstej.
W każdym przypadku istnieje:
punkt w przeszłości → coś późniejszego
ale relacja semantyczna nie jest identyczna.
Może chodzić o:
przewidywanie,
obietnicę,
zamiar,
plan,
oczekiwanie,
wydarzenie bezpośrednio nadchodzące.
Future in the Past nie jest więc pojedynczym przyciskiem w angielskiej gramatyce.
To cały obszar relacji temporalnych i modalnych.
„Miał zadzwonić” pokazuje, dlaczego polski jest tu szczególnie ciekawy
Porównajmy:
He was going to call.
oraz:
Miał zadzwonić.
Polskie miał + bezokolicznik może w odpowiednim kontekście wskazywać plan, oczekiwanie, zamiar lub coś, co powinno było nastąpić.
Ale nie jest mechanicznym odpowiednikiem angielskiego was going to.
Spójrzmy:
Miał zadzwonić o szóstej.
Czy zadzwonił?
Nie wiemy.
A nawet często pragmatycznie pojawia się sugestia, że być może tego nie zrobił.
Podobnie:
He was going to call, but he forgot.
Miał zadzwonić, ale zapomniał.
Widzimy więc coś interesującego.
Polski nie potrzebuje odpowiednika would w:
Powiedział, że przyjdzie.
Ale ma własne konstrukcje pozwalające patrzeć na późniejsze wydarzenie z wcześniejszego punktu:
miał przyjść,
zamierzał przyjść,
miał właśnie wyjść,
miał się później przekonać…
Język nie ma „braku”.
Ma inną mapę tego samego obszaru znaczeń.
„Miał zostać jednym z największych…” otwiera jeszcze inną perspektywę
Wyobraźmy sobie zdanie historyczne:
Wtedy nikt jeszcze nie wiedział, że miał zostać jednym z najważniejszych pisarzy swojego pokolenia.
Albo — zależnie od stylu i zamierzonego znaczenia — konstrukcję typu:
Człowiek, który miał później zmienić historię tej dziedziny, był wtedy jeszcze nieznanym studentem.
Tutaj miał nie musi opisywać zwykłego obowiązku.
Narrator zna dalszy ciąg historii.
Osoba wewnątrz opisywanego momentu jeszcze go nie zna.
Powstają więc dwa poziomy:
wiedza wtedy
i
wiedza narratora później.
Angielski bardzo często używa w podobnej funkcji would:
The man who would later change the field was still an unknown student.
Znów nie otrzymujemy prostego równania:
would = miał
Otrzymujemy coś ciekawszego:
dwa języki mają sposoby na pokazanie przyszłości widzianej retrospektywnie, ale rozmieszczają znaczenia pomiędzy konstrukcjami inaczej.
Gramatyka może kodować nie tylko czas, ale również wiedzę
Rozważmy:
She left the house without knowing that she would never return.
Po polsku:
Wyszła z domu, nie wiedząc, że już nigdy nie wróci.
Z punktu widzenia bohaterki:
powrót lub brak powrotu należy jeszcze do przyszłości.
Z punktu widzenia narratora:
wynik jest już znany.
Czytelnik otrzymuje tę wiedzę od narratora.
Mamy więc jednocześnie:
czas wydarzenia,
perspektywę bohaterki,
wiedzę narratora,
wiedzę czytelnika.
Angielskie would never return uczestniczy w organizacji tych poziomów.
Polski może osiągnąć podobny efekt, pozostawiając:
nie wróci
w zwykłej formie przyszłej.
To niezwykle ważny przykład.
Pokazuje, że gramatyczna różnica nie musi oznaczać różnicy w zdolności języka do wyrażenia złożonej myśli.
Przyszłość z przeszłości nie mówi nam, czy wydarzenie naprawdę nastąpiło
Weźmy:
He said he would come.
Wiemy:
powiedział → planowane / zapowiedziane przyjście później
Ale nie wiemy:
czy rzeczywiście przyszedł.
Możemy dodać:
He said he would come, and he did.
Albo:
He said he would come, but he never did.
To samo dotyczy polskiego:
Powiedział, że przyjdzie.
Sam ten fragment nie gwarantuje rezultatu.
Możemy powiedzieć:
Powiedział, że przyjdzie, ale się nie pojawił.
To prowadzi do ważnego rozróżnienia:
miejsce wydarzenia na osi czasowej
nie jest tym samym co
faktyczne zaistnienie wydarzenia.
Gramatyka może opisywać przyszłość widzianą z określonego momentu, nawet jeśli ta przyszłość nigdy nie stała się rzeczywistością.
Możemy nawet wejść w przyszłość wewnątrz przeszłości — i spojrzeć stamtąd jeszcze wstecz
Angielski pozwala zbudować:
He thought she would have finished by Friday.
Po polsku możemy oddać sens na przykład:
Myślał, że do piątku już skończy.
Spójrzmy na strukturę.
Najpierw mamy przeszłą myśl:
HE THOUGHT
Z tej myśli patrzymy w przyszłość:
→ FRIDAY
Ale działanie finish ma być już zakończone przed tą przyszłą granicą.
Otrzymujemy więc kilka warstw:
teraźniejszy moment opowiadania
→ przeszła myśl
→ jej przyszłość
→ czynność zakończona przed punktem w tej przyszłości
To nie jest już zwykła linia:
past — present — future.
To system zagnieżdżonych punktów odniesienia.
I tutaj polski robi coś bardzo pouczającego
W angielskim forma:
would have finished
wyraźnie pokazuje złożoność konstrukcji.
Po polsku:
Myślał, że do piątku już skończy.
może wyglądać powierzchniowo znacznie prościej.
Ale znaczenie nie jest prostsze.
Polski odbiorca nadal rekonstruuje:
kto myślał,
kiedy myślał,
co wtedy było przyszłością,
do jakiego momentu działanie miało być zakończone.
To znaczy, że złożoność znaczenia nie musi odpowiadać liczbie widocznych elementów gramatycznych.
Jeden język może więcej relacji zaznaczać formalnie.
Inny może część pracy pozostawiać kontekstowi, aspektowi, leksyce i interpretacji.
Nie oznacza to, że jeden system jest „bardziej logiczny”.
Oznacza, że logika została rozłożona inaczej.
Trzy prawdy o regule will → would
W tym miejscu warto rozdzielić trzy poziomy, które często niepotrzebnie ze sobą walczą.
1. Prawda żywego języka
W realnym angielskim wybór formy zależy od kontekstu, aktualności informacji, perspektywy mówiącego i relacji między wydarzeniami.
Backshift jest ważny, ale nie działa jak bezwarunkowy automat.
2. Prawda modelu dydaktycznego
Uczeń potrzebuje punktu wyjścia.
Dlatego reguła:
will → would po czasowniku w przeszłości w reported speech
jest użyteczna.
Pozwala zobaczyć podstawowy mechanizm.
Nie musi jednak opisywać całego języka, żeby być dobrą regułą dydaktyczną.
3. Prawda zadania lub egzaminu
Jeżeli zadanie brzmi:
Change into reported speech:
He said, “I will come.”
oczekiwaną odpowiedzią będzie zwykle:
He said that he would come.
W ramach tego zadania jest to właściwa odpowiedź.
Problem powstaje dopiero wtedy, gdy:
odpowiedź egzaminacyjną
uznajemy za
pełny opis wszystkich możliwych zdań angielskich.
To dwie różne rzeczy.
Czy po said może jednak pojawić się will?
Może istnieć kontekst, w którym mówiący zachowuje odniesienie do przyszłości nadal aktualnej z jego obecnej perspektywy.
Dlatego nie wystarczy zobaczyć:
said + will
i automatycznie uznać konstrukcję za niemożliwą.
Trzeba wiedzieć:
kiedy padła wypowiedź,
czy opisywane wydarzenie nadal leży w przyszłości,
czy informacja pozostaje aktualna,
czy mówiący zachowuje pierwotną perspektywę,
jaki jest rejestr i cel wypowiedzi.
To właśnie jedna z granic mechanicznego rozumienia sequence of tenses.
Szersze porównanie tego mechanizmu między językami rozwijam w materiale Tense Shift and Its Blind Spots: A Full Comparison of English, German, Ukrainian, and Russian.
Polski dodaje do tego porównania jeszcze jeden ważny argument:
chronologia może pozostać całkowicie jasna bez angielskiego rodzaju backshiftu.
To nie znaczy, że polski jest „prostszy”
Łatwo byłoby teraz powiedzieć:
Polski nie zmienia czasu, więc jego system jest prostszy.
Ale to byłby zbyt szybki wniosek.
Polski przenosi część złożoności w inne obszary.
Ogromną rolę odgrywa na przykład aspekt:
robić / zrobić
pisać / napisać
przychodzić / przyjść
dzwonić / zadzwonić
Informacja o tym, jak postrzegamy strukturę zdarzenia — jako proces, powtarzalność, osiągnięcie rezultatu, całość — może być zakodowana inaczej niż w angielskim.
Język niekoniecznie usuwa złożoność.
Często przenosi ją gdzie indziej.
Dlatego porównywanie języków przez liczenie form prawie zawsze daje zbyt mały obraz.
Nie pytajmy więc, który język jest bardziej logiczny
Angielski:
He said he would come.
Polski:
Powiedział, że przyjdzie.
Można spojrzeć na pierwszy system i powiedzieć:
Angielski jest bardziej precyzyjny, bo formalnie zaznacza zmianę perspektywy.
Można spojrzeć na drugi i powiedzieć:
Polski jest bardziej logiczny, bo jeśli wydarzenie było późniejsze, pozostawia je w przyszłości.
Oba wnioski są zbyt proste.
Każdy z języków posiada własną logikę systemową.
Angielski może silniej zaznaczyć relację między czasem czasownika raportującego a czasem wypowiedzi zależnej.
Polski może pozostawić przyszłość jako przyszłość względem przeszłego punktu i pozwolić odbiorcy odtworzyć relację z konstrukcji zdania.
To nie konkurs.
To dwa rozwiązania tego samego problemu komunikacyjnego.
I właśnie dlatego znajomość polskiego może zarówno pomagać, jak i przeszkadzać w angielskim
Pomaga, ponieważ człowiek już rozumie samą relację:
powiedział → przyjdzie później.
Nie trzeba uczyć go logiki chronologicznej od początku.
Ale może przeszkadzać, jeśli automatycznie przeniesie polską konstrukcję na angielski:
He said he will come.
i uzna, że skoro znaczenie jest oczywiste, forma musi działać dokładnie tak samo.
To jeden z najważniejszych mechanizmów transferu międzyjęzykowego.
Nie popełniamy błędu dlatego, że „nie rozumiemy czasu”.
Czasem rozumiemy go doskonale.
Po prostu próbujemy zakodować go systemem pierwszego języka wewnątrz drugiego.
To zupełnie inny rodzaj problemu.
Dojrzała nauka języka zaczyna się wtedy, gdy przestajemy kopiować kategorie
Na początku tłumaczenie jest użyteczne.
Potrzebujemy mostów.
Ale z czasem trzeba zauważyć:
angielski czas nie jest polskim czasem zapisanym angielskimi słowami.
Tak samo:
polski aspekt nie jest po prostu angielskim tense/aspect z innymi końcówkami.
Każdy język dzieli rzeczywistość na własne kategorie.
Dlatego zaawansowana nauka nie polega na budowaniu coraz większego słownika odpowiedników:
will = będzie
would = byłoby
should = powinien
have = mieć
Taki system szybko się rozpada.
Potrzebujemy innego pytania:
Jaką pracę wykonuje ta forma w swoim własnym języku?
Cztery pytania są ważniejsze niż nazwa czasu
Kiedy widzimy trudną konstrukcję, warto najpierw ustalić:
1. Gdzie znajduje się moment mówienia?
2. Jaki moment stanowi wewnętrzny punkt odniesienia?
3. Co wydarzyło się przed nim?
4. Co z jego perspektywy znajdowało się jeszcze później?
Na przykład:
They believed the plan would work.
Mamy:
BELIEVED → WOULD WORK
Najpierw istniało przekonanie.
Skuteczne działanie planu należało do późniejszej perspektywy.
Czy plan rzeczywiście zadziałał?
Tego zdanie jeszcze nam nie mówi.
Jedna analiza daje nam więc jednocześnie:
chronologię,
perspektywę
i
granice informacji zawartej w zdaniu.
Ale ostatecznym celem nie jest analizowanie każdego zdania
Jeżeli przy każdej wypowiedzi uczeń musi zatrzymać się i narysować:
PAST → FUTURE FROM PAST → NOW
to jeszcze nie jest swobodne użycie języka.
Analiza jest etapem.
Najpierw świadomie widzimy mechanizm.
Potem spotykamy go wielokrotnie.
Następnie zaczynamy go rozpoznawać bez tłumaczenia.
W końcu forma staje się naturalną częścią systemu językowego.
Dobra gramatyka nie ma sprawić, że będziemy myśleć o regułach bez końca.
Ma sprawić, że kiedyś nie będziemy już musieli o nich myśleć przy każdym zdaniu.
Future in the Past prowadzi do jeszcze większego pytania
Jeżeli:
would come
może opisywać przyszłość względem przeszłości,
a:
was going to come
również patrzy z przeszłości do przodu,
a:
would have finished
dodaje jeszcze perspektywę zakończenia,
to co właściwie liczymy, kiedy mówimy:
Angielski ma 12 czasów?
Czy liczymy:
formy morfologiczne?
konstrukcje z operatorami?
kombinacje tense i aspect?
znaczenia czasowe?
relacje między punktami odniesienia?
To nie jest drobna terminologiczna różnica.
Od odpowiedzi zależy liczba, którą otrzymamy.
Dlatego ludzie mogą twierdzić, że angielski ma:
2,
12,
16
lub inną liczbę „czasów” —
i nie zawsze odpowiadają na dokładnie to samo pytanie.
Czas gramatyczny nie jest kalendarzem
To chyba najważniejsza rzecz, którą Future in the Past pozwala zobaczyć.
Kalendarz mówi:
wydarzenie miało miejsce w 2020 roku.
Gramatyka może powiedzieć:
dla osoby w 2015 roku to wydarzenie było jeszcze przyszłością.
Narrator w 2026 roku może znać rezultat.
Bohater w 2015 roku może go nie znać.
A język potrafi utrzymać te perspektywy jednocześnie.
Dlatego czas w języku nie jest tylko odpowiedzią na pytanie:
Kiedy?
To również odpowiedzi na pytania:
Względem czego?
Z czyjej perspektywy?
Co było wtedy wiadomo?
Co dopiero miało się wydarzyć?
Polski i angielski nie różnią się tutaj logiką świata
Świat jest ten sam.
Najpierw ktoś mówi.
Potem ktoś przychodzi.
Albo nie przychodzi.
Angielski może powiedzieć:
He said he would come.
Polski:
Powiedział, że przyjdzie.
Nie zmieniła się rzeczywistość.
Zmienił się sposób, w jaki język rozdzielił informację między swoje elementy.
I właśnie to jest jedna z najważniejszych rzeczy, które można odkryć podczas nauki języków:
gramatyka nie jest rzeczywistością. Gramatyka jest modelem, za pomocą którego język pozwala nam tę rzeczywistość organizować.
Im lepiej rozumiemy model, tym mniej musimy zapamiętywać pojedynczych przypadków.
Uczmy się relacji, nie tylko odpowiedników
W Levitin Language School gramatykę traktujemy jako system znaczeń, relacji i realnego użycia, a nie jako listę form do mechanicznego odtworzenia.
Przy nauce angielskiego szczególnie ważne jest stopniowe odejście od modelu:
polskie zdanie → tłumaczenie → angielskie zdanie
w stronę:
znaczenie → relacja → naturalna angielska konstrukcja.
W międzynarodowej części ekosystemu dalszą ścieżkę nauki angielskiego można znaleźć również w Best Ways to Learn English.
A szersze porównanie tego, jak języki przesuwają — albo nie przesuwają — czas w mowie zależnej rozwija artykuł Tense Shift and Its Blind Spots: A Full Comparison of English, German, Ukrainian, and Russian.
Dalej: ile czasów naprawdę ma język angielski?
Future in the Past prowadzi nas do następnego problemu.
Jeśli wydarzenie może być przyszłe względem jednego punktu i przeszłe względem innego;
jeśli angielski formalnie zaznacza relacje, których polski nie musi zaznaczać w ten sam sposób;
jeśli would łączy czas z modalnością;
jeśli kilka różnych konstrukcji może patrzeć z przeszłości w przyszłość —
to zanim policzymy angielskie czasy, musimy najpierw odpowiedzieć:
Co właściwie zamierzamy liczyć?
Następna część serii będzie więc poświęcona pytaniu:
Ile czasów naprawdę ma język angielski?
Nie zaczniemy od odpowiedzi:
2, 12 czy 16.
Zaczniemy od czegoś ważniejszego:
dlaczego różne modele dają różne liczby — i co każda z tych liczb naprawdę opisuje.
© Tymur Levitin
Founder & Lead Language Expert
Levitin Language School
Author’s Column — The Language I Live
Levitin Language School — międzynarodowa szkoła językowa online.
Ekosystem edukacyjny: Levitin Language School · Language Learnings
