Dwie instytucje mogą robić niemal to samo.
Dwa dokumenty mogą służyć podobnemu celowi.
Dwa etapy edukacji mogą zajmować zbliżone miejsce w życiu człowieka.
Dwa stanowiska mogą wiązać się z podobnym zakresem odpowiedzialności.
Czy to oznacza, że są swoimi odpowiednikami?
Niekoniecznie.
W tłumaczeniu realiów właśnie podobieństwo bywa jedną z najbardziej niebezpiecznych pułapek. Kiedy tłumacz rozpoznaje znajomą funkcję, naturalnie szuka znanego elementu w kulturze docelowej.
Mechanizm wydaje się logiczny:
X pełni funkcję A.
Y również pełni funkcję A.
Zatem X można przetłumaczyć jako Y.
Problem polega na tym, że między drugim a trzecim zdaniem może zniknąć cały system kulturowy.
Funkcja jest ważna, ale nie jest całością
Załóżmy, że w dwóch krajach istnieją dokumenty potwierdzające zakończenie określonego etapu edukacji.
Na poziomie praktycznym ich funkcje mogą być podobne.
Ale mogą różnić się:
sposobem uzyskania;
zakresem uprawnień;
miejscem w systemie edukacji;
znaczeniem dla rekrutacji;
prestiżem społecznym;
strukturą egzaminów;
rolą ocen;
konsekwencjami prawnymi;
tym, co przeciętny człowiek automatycznie o nich wie.
Jeżeli tłumacz widzi tylko funkcję, łatwo otrzymuje prostą parę odpowiedników.
Jeżeli widzi system, para przestaje być oczywista.
To właśnie tutaj zaczyna się interpretacja kulturowa.
Realia istnieją w systemach, nie w izolacji
Realium rzadko jest samodzielną jednostką.
Nazwa urzędu należy do systemu administracyjnego.
Tytuł zawodowy — do systemu kwalifikacji.
Dokument — do procedury prawnej lub instytucjonalnej.
Święto — do kalendarza, historii i praktyk społecznych.
Forma grzecznościowa — do systemu relacji między ludźmi.
Dlatego nie wystarczy ustalić:
Co robi X?
Trzeba również zapytać:
W jakim systemie X może robić to, co robi?
Ta druga kwestia radykalnie zmienia sposób myślenia o przekładzie.
Podobieństwo funkcjonalne może ukrywać różnicę strukturalną
Wyobraźmy sobie dwa stanowiska w dwóch państwach.
Obie osoby kierują lokalną jednostką administracyjną.
Na pierwszy rzut oka rozwiązanie wydaje się proste: skoro funkcja jest podobna, można użyć nazwy znanej odbiorcy języka docelowego.
Ale jedna z tych osób może być wybierana bezpośrednio, druga powoływana.
Jedna może posiadać określone kompetencje ustawowe, których druga nie ma.
Jedna funkcjonuje w systemie, w którym lokalna jednostka ma dużą autonomię, druga — w znacznie bardziej scentralizowanym modelu.
Jeśli zastąpimy pierwszą nazwę drugą tylko dlatego, że obie osoby „zarządzają lokalnie”, czytelnik otrzyma nie tylko prostsze słowo.
Otrzyma także cały znany sobie model instytucjonalny.
A ten model może być błędny.
Znajomy odpowiednik potrafi przekazać za dużo
To szczególnie ważny paradoks.
Zwykle obawiamy się, że tłumaczenie przekaże zbyt mało informacji.
Ale odpowiednik kulturowy może również przekazać za dużo.
Jeżeli czytelnik rozpoznaje znaną nazwę instytucji, automatycznie uruchamia wiedzę na jej temat.
Wie — albo sądzi, że wie — jakie ma ona kompetencje, kto nią kieruje, jak się do niej trafia, jakie dokumenty wydaje i jaką rolę odgrywa.
Tłumacz może więc dodać do tekstu informacje, których w kulturze źródłowej wcale nie było.
Nie poprzez dodatkowe zdanie.
Poprzez jedno zbyt znajome słowo.
To pokazuje, że ekwiwalencja nie jest wyłącznie problemem brakującego znaczenia.
Czasem problemem jest nadmiar fałszywego znaczenia.
Polski „powiat” dobrze pokazuje ten mechanizm
Rozważmy słowo powiat.
Można powiedzieć, że jest to jednostka podziału administracyjnego w Polsce.
Można również szukać w innych systemach jednostki znajdującej się na zbliżonym poziomie administracyjnym.
Ale samo znalezienie strukturalnie podobnego poziomu nie oznacza jeszcze znalezienia ekwiwalentu.
Czy jednostki mają takie same kompetencje?
Czy w identyczny sposób dzielą zadania z gminami i regionami?
Czy ich organy są organizowane według tej samej logiki?
Czy zajmują takie samo miejsce w świadomości mieszkańców?
Czy angielskie county, niemiecki Kreis albo termin używany w innym państwie automatycznie rekonstruują polski powiat?
Nie.
Mogą być przydatne w określonych kontekstach.
Ale podobieństwo administracyjne nie usuwa różnic systemowych.
Dlatego profesjonalne pytanie nie brzmi:
„Jak nazywa się powiat w innym języku?”
Lepiej zapytać:
„Która cecha powiatu musi zostać zrozumiana w tym konkretnym tekście?”
W jednym tekście ważny jest poziom, w innym — kompetencje
Załóżmy, że tekst mówi jedynie o lokalizacji:
wydarzenie odbyło się w danym powiecie.
Tutaj szczegółowa rekonstrukcja polskiego samorządu prawdopodobnie nie jest potrzebna.
Ale w tekście prawnym dotyczącym kompetencji organów samorządowych sytuacja jest zupełnie inna.
Tam uproszczona analogia może wprowadzić czytelnika w błąd.
To samo realium.
Inna funkcja w tekście.
Inne wymagania wobec przekładu.
Dlatego nie istnieje strategia tłumaczenia realiów całkowicie niezależna od celu komunikacji.
Przekład nie polega na dopasowywaniu etykiet systemów
Można wyobrazić sobie dwa systemy:
System A:
A1 → A2 → A3 → A4
oraz:
System B:
B1 → B2 → B3 → B4
Największa pokusa polega na założeniu:
A1 = B1
A2 = B2
A3 = B3
A4 = B4
bo elementy znajdują się na podobnych poziomach.
Ale systemy kulturowe nie muszą być izomorficzne.
Może się okazać, że:
A2 ≈ część B2 + część B3
albo:
A3 nie ma bezpośredniego odpowiednika w systemie B.
Albo nawet:
A1 i B1 wyglądają podobnie, ale są oparte na zupełnie innych zasadach.
Właśnie dlatego tłumaczenie instytucjonalnych realiów wymaga najpierw zrozumienia struktury.
Edukacja szczególnie łatwo tworzy fałszywe odpowiedniki
Systemy edukacyjne są dobrym przykładem.
Prawie wszędzie znajdziemy:
szkoły;
egzaminy;
świadectwa;
stopnie;
uczelnie;
kwalifikacje.
Ta powierzchowna wspólnota słownictwa może sugerować, że elementy systemów dają się łatwo zestawić.
Ale pytania zaczynają się natychmiast:
W jakim wieku uczeń przechodzi na kolejny etap?
Czy egzamin kończy szkołę, czy daje dodatkowe uprawnienia?
Czy wynik wpływa na przyjęcie na studia?
Czy dana kwalifikacja jest akademicka, zawodowa czy mieszana?
Czy podobnie nazwany dokument ma takie same skutki formalne?
Dlatego w edukacji szczególnie niebezpieczne jest tłumaczenie według zasady:
„u nas najbliżej temu do…”
Najbliższy element może być użyteczną analogią.
Ale analogia nie jest automatycznie ekwiwalencją.
Podobny skutek nie oznacza tej samej drogi
Istnieje jeszcze głębszy problem.
Dwa elementy mogą prowadzić do podobnego rezultatu, ale drogą zorganizowaną według zupełnie innych zasad.
Na przykład dwie kwalifikacje mogą umożliwiać podjęcie podobnej pracy.
Ale jedna może wymagać studiów akademickich, druga kształcenia zawodowego.
Jedna może być regulowana państwowo, druga branżowo.
Jedna może oznaczać wysoki status społeczny, druga być traktowana przede wszystkim praktycznie.
Jeżeli tłumacz widzi wyłącznie rezultat, różnice znikają.
A przecież dla konkretnego tekstu właśnie one mogą być najważniejsze.
Dlatego trzeba rozdzielić kilka rodzajów podobieństwa
Zamiast pytać, czy dwa elementy są odpowiednikami, warto ustalić, pod jakim względem są podobne.
Mogą być podobne:
referencyjnie — dotyczą podobnego typu obiektu;
funkcjonalnie — wykonują podobne zadanie;
strukturalnie — zajmują podobne miejsce w systemie;
prawnie — wywołują podobne skutki;
społecznie — są podobnie postrzegane;
komunikacyjnie — pełnią podobną rolę w konkretnym tekście.
To nie są te same relacje.
Dwa elementy mogą być bardzo bliskie funkcjonalnie i bardzo odległe prawnie.
Albo podobne strukturalnie, ale zupełnie inne społecznie.
Dopiero po rozpoznaniu rodzaju podobieństwa można podjąć świadomą decyzję translatorską.
Przekazywanie znaczenia wymaga określenia granic analogii
W tym miejscu pojęcie przekazywania znaczenia staje się bardziej precyzyjne.
Tłumacz nie powinien jedynie pokazać czytelnikowi czegoś znajomego.
Powinien również kontrolować, jak daleko czytelnik może tę znajomość rozszerzyć.
Jeżeli użyta analogia jest częściowa, tekst czasem musi to zasygnalizować.
Może wystarczyć zachowanie nazwy źródłowej.
Może być potrzebny krótki opis.
Czasem rozwiązaniem będzie termin funkcjonalny.
Czasem połączenie:
nazwa + wyjaśnienie.
A czasem najbezpieczniej nie udawać, że bezpośredni odpowiednik istnieje.
Nieprzekładalność może oznaczać brak równoległego systemu
To prowadzi do szerszego rozumienia nieprzekładalności.
Problem nie zawsze polega na tym, że język docelowy „nie ma słowa”.
Może mieć wiele słów.
Brakować może czegoś innego:
tego samego miejsca w systemie.
Jeżeli kultura docelowa nie posiada analogicznej instytucji, procedury, relacji społecznej czy ścieżki edukacyjnej, pojedyncze słowo nie stworzy jej poprzez samo tłumaczenie.
W takim przypadku nieprzekładalność jest częściowo nieprzystawalnością systemów.
To znacznie głębszy problem niż luka słownikowa.
Tłumacz powinien najpierw ustalić relację między systemami
Praktyczna kolejność pracy może więc wyglądać tak:
1. Co to jest?
2. Do jakiego systemu należy?
3. Jaką funkcję pełni w tym systemie?
4. Czy w kulturze docelowej istnieje element o podobnej funkcji?
5. Pod jakimi względami jest podobny?
6. Pod jakimi względami się różni?
7. Które z tych różnic są istotne w danym tekście?
8. Jakie rozwiązanie nie stworzy fałszywej ekwiwalencji?
Dopiero ostatni etap prowadzi bezpośrednio do sformułowania przekładu.
Wszystkie wcześniejsze są interpretacją.
Ta sama zasada dotyczy nie tylko instytucji
Mechanizm można rozszerzyć.
Dwie formy grzeczności mogą służyć okazywaniu szacunku, ale organizować dystans społeczny inaczej.
Dwa święta mogą pełnić funkcję rodzinnego spotkania, ale posiadać zupełnie inną historię i symbolikę.
Dwa gatunki potraw mogą być spożywane w podobnych sytuacjach, ale mieć odmienną rolę kulturową.
Dwie formy humoru mogą wywoływać śmiech, ale opierać się na innych granicach społecznej akceptacji.
Dlatego:
podobna funkcja nie tworzy automatycznie wspólnego znaczenia kulturowego.
To ważne również w nauce języków
Uczeń również szuka odpowiedników.
Pyta:
„Co jest polskim odpowiednikiem tego słowa?”
Na początku jest to bardzo użyteczna strategia.
Ale na poziomie zaawansowanym trzeba nauczyć się zadawać kolejne pytanie:
„Czy to naprawdę jest odpowiednik, czy tylko najbliższy punkt odniesienia?”
Ta różnica zmienia sposób rozumienia języka.
Uczeń przestaje budować prostą tabelę:
język A ↔ język B
i zaczyna widzieć:
język A → system A
oraz:
język B → system B.
Dopiero potem można badać relacje między nimi.
Profesjonalny przekład nie usuwa różnic, których usunąć nie wolno
Dobry przekład powinien być zrozumiały.
Ale zrozumiałość nie wymaga udawania, że kultury są zbudowane identycznie.
Czasem najważniejszą informacją jest właśnie różnica.
Jeżeli dwa systemy nie są równoległe, tłumacz nie powinien tworzyć sztucznej symetrii tylko dlatego, że jest wygodna językowo.
Dlatego przy realiach droga do decyzji jest dłuższa:
wyrażenie → referent → system → funkcja → różnice → interpretacja → decyzja translatorska
Nie pytamy już tylko:
„Jak to się nazywa w innym języku?”
Pytamy:
„Jak działa to w swoim świecie — i co z tego musi zrozumieć człowiek żyjący w innym?”
To właśnie w tym miejscu tłumaczenie realiów przestaje być wyszukiwaniem odpowiedników.
Staje się interpretacją relacji między systemami kulturowymi.
I dlatego podobieństwo nie jest końcem analizy.
Bardzo często jest dopiero jej początkiem.
O autorze
Tymur Levitin — Founder & Director of Levitin Language School and Language Learnings, nauczyciel języków, certyfikowany tłumacz i autor.
Levitin Language School rozwija międzynarodową edukację online w obszarach Languages, Academic Subjects oraz Language + Subject, a także profesjonalne podejście do przekładu, komunikacji międzykulturowej i analizy znaczenia.
© Tymur Levitin. Wszelkie prawa zastrzeżone.
